Jan Cipiur - Unikanie podatków i imperatyw wzrostu

Redakcja
2019-11-01

Są dwie prawdy podatkowe. Pierwsza mówi, że bez podatków nie powstałaby żadna cywilizacja, ponieważ nie byłoby za co budować wspólnoty, zaś wedle drugiej podatki to narzędzie niezmiennie przeradzające się w instrument opresji, co sprawia, że ich unikanie jest zaletą.

Jan Cipiur - Unikanie podatków i imperatyw wzrostu

Nie ma złotego środka, choć próbuje się go znaleźć od tysiącleci. Weźmy taki np. lud sumeryjski z Lagasz, który kilka tysięcy lat temu cierpiał z powodu strasznej wojny.

Zmagania były długie i kosztowne, więc nałożono ogromne podatki. Wraz z końcem wojny poborcy nie zaniechali swych drakońskich praktyk. Nawet pochówek zmarłych nie był wolny od podatku.

I tak cierpiał lud miasta-państwa Lagasz, aż nastał dobry król Urukagina i „wprowadził wolność”. Poborcy zniknęli, ale zaraz potem miasto zostało zniszczone przez obcych najeźdźców z Ummy. Historię tę wyryto na glinianych stożkach i dzięki temu wiemy, że i tak źle, i tak niedobrze.

Ukrywany majątek

Opowieści podatkowych starczyłoby na całą najbliższą zimę, a może nawet i wiosnę. Sama ikoniczna „Historia opodatkowania i podatków w Anglii od czasów najdawniejszych do roku 1885” Stephena Dowella to cztery opasłe tomy, a przecież tysięczne innowacje w tej dziedzinie ukorzeniać się zaczęły, kiedy Dowell już skończył pisać. Tyle wiedzy i (prawie?) wszystko na nic – unikanie podatków to dziś lukratywny sport o wymiarze globalnym.

Nicolas Shaxson – autor książki o rajach podatkowych (Treasure Islands) i ostatnio o państwach z sektorami finansowymi cierpiącymi na wyolbrzymienie (The Finance Curse) – przypomniał na stronach Międzynarodowego Funduszu Walutowego (MFW), w kontekście unikania podatków, że tylko amerykańskie korporacje z listy 500 magazynu Fortune miałyby utrzymywać w 2017 r. na rachunkach zagranicznych 2.600 mld dolarów. Inne źródła mówią o nawet trzech bilionach, ale mniejsza o to – chodzi bardziej o rząd wielkości niż o konkretne wartości obarczone przecież jakimś marginesem błędu.

W odpowiedzi na te rewelacje prezydent Donald Trump wprowadził przepisy opodatkowujące zyski amerykańskich firm niezależnie od tego, czy są trzymane w bankach zagranicznych, czy w kraju. Wcześniej zyski osiągnięte za granicą podlegały amerykańskiemu podatkowi dopiero po dotarciu na łono ojczyzny. W 2018 roku ruch ten spowodował powrót do USA ok. pół biliona dolarów. Przełom nie nastąpił, ale mało też nie było.

Przywoływany przez Shaxsona młody, ale już bardzo dobrze znany ekonomista Gabriel Zucman, notabene kolega ze studiów Thomasa Piketty’ego, zebrał do swego doktoratu szacunki, które wskazują, że bardzo bogaci ludzie z całego świata mają na zagranicznych rachunkach 8,7 bilionów dolarów, z czego 80 proc. jest ukrywanych przed ich macierzystymi rządami.

Wartości podane przez Zucmana zostały przyjęte do wiadomości, ale nikt nie wie jak blisko lub daleko im do prawdy. Nie ma powodu, by je podważać, zaś na plus szacunków Zucmana może przemawiać to, że są ekonomiści, którzy nie poczytują umiaru za cnotę.

James S. Henry – kiedyś główny ekonomista w McKinsey – uznał np. w 2016 r., że globalna wartość aktywów finansowych, skrywana przez osoby fizyczne za granicą, może wynosić aż 36 bilionów dolarów (Taxing Tax Heavens, Foreign Affairs). Wydaje się, że przesadził, ale kto wie, może to on jest bliższy prawdy.

Wyciek zysków korporacyjnych

Petr Janský i Miroslav Palanský z Uniwersytetu Karola w Pradze uznają unikanie podatków za definiującą cechę globalnego systemu finansowego. W szacunkach wielkości tego nie wiadomo jak naprawdę dużego zjawiska wykorzystali dane MFW o bezpośrednich inwestycjach zagranicznych (FDI).

Doszli do wniosku, że mgła tajemnicy trochę opadnie, gdy porównają podatki płacone w krajach o wysokim opodatkowaniu przez spółki zarejestrowane w rajach podatkowych w relacji do podatków odprowadzanych przez pozostałe korporacje.

Każdego roku z 79 państw świata uciekać może 420 mld dolarów zysków korporacyjnych.

Badacze zauważyli, że państwa z wyższym udziałem inwestycji finansowanych przez firmy ulokowane w rajach podatkowych notują zyski „systematycznie i wyraźnie” mniejsze, co nasuwa wniosek, że przed opodatkowaniem w krajach o wysokich stopach podatkowych zostały wytransferowane do rajów podatkowych. Ich kalkulacje pokazały, że każdego roku z 79 państw świata uciekać może 420 mld dolarów zysków korporacyjnych. Łączny uszczerbek podatkowy państw uwzględnionych w tym szacunku wynosić może 125 mld dolarów.

Jak uciec przed fiskusem

Istnieją trzy podstawowe techniki transferów podatkowych: przesuwanie długu (debt shifting), rejestracja wartości niematerialnych (znaki towarowe, prawa autorskie) w rajach podatkowych oraz strategiczne ceny transferowe (strategic transfer pricing).

Dla zobrazowania ich działania Miroslav Palanský podał przykład, w którym spółka A zlokalizowana jest w kraju o wysokich podatkach, niech to będzie Australia, a spółka holdingowa B, będąca jedynym właścicielem A, zarejestrowana jest na przyjaznych podatkowo Bermudach. Australijski podatek dochodowych wynosi 30 proc., a na Bermudach 0 proc. Każdy dolar zysku przesunięty ze spółki A w Australii do spółki B na Bermudach to 30 centów zaoszczędzonych na podatku. Jak to można zrobić?

Przesuwanie długu to manipulacja, w której firma A pożycza (choć ich nie potrzebuje) pieniądze od B i płaci na jej rzecz odsetki od długu. Zapłacone firmie-matce B odsetki są dla A kosztem uzyskania przychodu, więc zmniejszają wysokość zysku osiąganego w Australii. Te same odsetki napływające na Bermudy są przychodem i de facto zwiększają nieopodatkowany (bo opodatkowany stawką 0 proc.) zysk wykazywany na Bermudach.

Wartości niematerialne mają mnóstwo walorów księgowych i podatkowych, a główny polega na tym, że nie ma obiektywnej i niepodważalnej metody ich wyceny.

Znak towarowy firmy Apple będzie miał niemal zerową wartość rzeczywistą na jakiejś odległej wyspie bez prądu oraz sieci komórkowej, a ogromną w Stanach czy Europie. Niemal zawsze znajdą się prawnicy i spolegliwi urzędnicy, którzy potrafiliby zapewnić wrzucenie w czyjeś koszty miliardów za wykorzystanie znaku Apple nawet na tej hipotetycznej, zapyziałej wyspie.

Załóżmy, że spółka holdingowa B jest właścicielem jakichś praw autorskich, lecz transferuje je do spółki A. Firma A płaci holdingowi B wynagrodzenie za korzystanie z tych praw zwane tantiemami (royalties). Tantiemy są kosztem w Australii, co oznacza zmniejszenie podstawy opodatkowania oraz przychód i nieopodatkowany zysk na Bermudach. Voilà!

Wg reguł WTO obowiązuje zasada ceny rynkowej (arm’s length principle), zatem w handlu między A i B ceny powinny być ustalone takie, jakie wyznaczono by, gdyby dotyczyło to zupełnie obcych sobie podmiotów. Wyznaczenie obiektywnej ceny rynkowej jest jednak bardzo trudne.

Weźmy dwie sukienki z tego samego materiału, obie nienagannie uszyte, ale jedna jest 20 razy droższa od drugiej i w dodatku sprzedaje się lepiej od tej tańszej. Dlaczego tak bywa i to często? Bo ta droższa ma np. fikuśną wstążeczkę, której wszycie kosztowało 50 groszy, ale dało coś, za czym szaleją teraz damy.

(...)
 

Autorem materiału jest Jan Cipiur - Dziennikarz ekonomiczny, publicysta Studia Opinii

Więcej przeczytasz na Obserwatorze Finansowym

Uwaga, ta strona używa COOKIES.

Stosujemy je, aby ułatwić Tobie korzystanie z naszego serwisu. Pamiętaj, że w każdej chwili możesz zmienić ustawienia dotyczące COOKIES w ustawieniach swojej przeglądarki internetowej.

Zamknij